„Ach, na plażach, być na plażach Zanzibaru” – wielu z nas, czytając te słowa, słyszy zapewne nostalgiczne westchnienie Grzegorza Turnaua, z którego piosenki zacytowany fragment pochodzi. Lądując na tej przepięknej już na pierwszy rzut oka wyspie, zastanawiałem się, czy mój pobyt będzie również na tyle udany, by kiedyś w przyszłości, spędzając wieczór na kanapie przed telewizorem w chłodny, szary i ponury jesienny wieczór, i ja będę podśpiewywał piosenkę pana Turnaua z taką jak on, bezbrzeżną tęsknotą.

Z perspektywy czasu już wiem, że odpowiedź musiała być twierdząca. Od wizyty na Zanzibarze nie minął nawet rok, a piosenkę tą nuciłem wielokrotnie. Ostatnio? Jakieś 5 minut temu.

Lekcja pierwsza – historia i geografia

Tak już mam, że gdziekolwiek po raz pierwszy się udaje, sprawdzam podstawowe informacje o danym kraju, głównie najważniejsze wydarzenia z przeszłości. Nie tylko dlatego, że w czasach szkolnych, po wychowaniu fizycznym, moim ulubionym przedmiotem była historia, ale także dlatego, iż jest to oznaka szacunku dla danego kraju i jego mieszkańców. Pozwala uniknąć problemów, typu palnięcie głupoty, która może nastawić do nas negatywnie ludzi tam mieszkających. Nikt w Polsce nie lubi, kiedy turysta odwiedzający obóz koncentracyjny w Oświęcimiu nazwie go „polskim obozem koncentracyjnym”, prawda?

Krótka lektura przewodnika i już rodzi się pytanie, dla mnie zasadnicze: co to jest Zanzibar? Jako podpowiedź, oto i opcje:

  1. ) autonomiczna część Tanzanii, posiadająca własny parlament, rząd i prezydenta
  2. ) największa wyspa tanzańska, leżąca na Oceanie Indyjskim,
  3. ) trzecie pod względem wielkości miasto Tanzanii, leżące nad Kanałem Zanzibarskim

Jak można się domyślić, wszystkie odpowiedzi są poprawne – Zanzibar to nazwa w pełni suwerennej wewnętrznie części Zjednoczonej Republiki Tanzanii, składającej się z kilkunastu wysp, gdzie największa z nich to Zanzibar, a największy i najludniejszy port tejże – tak, to też jest Zanzibar. To najważniejsze z moich odkryć podczas przygotowań, ciekawa informacja, o której wiedza może się przydać już podczas pierwszych godzin na wyspie – mnogość Zanzibarów rodzi sposobność do zabawnej, sytuacyjnej gry słownej, której nieświadomi turyści mogą stać się ofiarą – próby wmówienia przez tubylców, że jednocześnie jesteś na Zanzibarze, ale także ciągle dzieli Cię od niego kilkadziesiąt kilometrów. Przygotowany zawczasu, nie dałem się nabrać.

Mnie osobiście pozostało tak zaplanować czas, by odwiedzić i doświadczyć tak wiele, jak tylko się da, przez dwa tygodnie pobytu na tej afrykańskiej wyspie.

Zanzibar – miasto na Zanzibarze – wyspie

Port lotniczy znajduje się jedynie kilka kilometrów od największego miasta największej wyspy – dokładnie tak, na Zanzibarze lądujemy mniej niż 10 km od Zanzibaru. To ostatni raz, kiedy użyję tego żartu, obiecuję. Wracając do sedna: nie ma się co dziwić, iż większość turystów pierwszy raz odwiedzających wyspę, to tam stawia swoje pierwsze kroki. Tak też zaczęła się i moja podróż. Taksówkarz wysadził mnie na postoju przy najstarszej części miasta: Stone Town Zanzibar. Tam wszystko się zaczęło, nie tylko dla Freddiego Mercury kilkadziesiąt lat temu, ale dla mnie również w kwietniu 2019 roku  – pierwsze miejsce, które ujrzałem po opuszczeniu taksówki to dom, gdzie w latach 40 XX wieku mieszkał niejaki Farrokh Bulsara – tak pierwotnie nazywał się przyszły wokalista zespołu Queen, urodzony w miejskim szpitalu w Stone Town. Skoro pierwsza atrakcja była tak interesująca, już wiedziałem, iż tak wycieczką  to będzie coś wspaniałego.

Oto najważniejsze, co odkrył przede mną Zanzibar. Tylko kilka sekretów zdradzam, bo najlepiej to się je odkrywa osobiście. Te tutaj to na zachętę:

  • Stone Town – wspomniana już przez mnie najstarsza część miasta zachwyca swoją niezwykłością. To tutaj w przeszłości handlowano niewolnikami na wielką skalę, to tutaj kultura afrykańska mieszała się przez wieki z arabską, europejską i indyjską, co swój wyraz ma szczególnie w budownictwie – chyba każdy możliwy styl jest tam widoczny. Uliczki Stone Town są niezwykle wąskie, niemożliwym jest tam poruszanie się samochodem, przypomina do tego labirynt, w którym można znaleźć dosłownie wszystko, o czy zwiedzający może pomyśleć – zwiedzanie po ciemku, samotnie to chyba najbardziej ekstremalny sport, jaki uprawiałem na Zanzibarze, wymaga on naprawdę stalowych nerwów.
  • Tanzania to państwo bardzo muzułmańskie. O ile Zanzibar uznawany jest za region dość w tej kwestii tolerancyjny, nawet tutaj należy respektować muzułmańskie prawa i zwyczaje, co Europejczykom na wakacjach może czasem sprawić trochę kłopotów. Ciekawostką jest fakt, iż władze Zanzibaru nie zezwoliły na żadne obchody celebrujące Freddiego Mercury – nawet jeśli jeden z najsłynniejszych muzyków w dziejach tu się urodził, pewne etapy jego życia należy zdecydowanie przemilczeć, odmawiając organizacji jakichkolwiek wydarzeń, związanych z tak znanym wokalistą
  • wyspa Zanzibar to nie tylko miasto Zanzibar – ale też Paje, królestwo sportów wodnych, nieważne czy interesuje Cię nurkowanie czy kite surfing, nieważne jaki poziom już reprezentujesz  – tutaj znajdziesz coś dla siebie. To także Jambiani, które oprócz nieziemskich plaż oferuje nocne imprezy w świetle księżyca, gdzie parafrazując tytuł znanego filmu, słowo „skakać” zaczniesz zastępować słowem „tańczyć” – każdej nocy zostajesz świadkiem, że dowolny mieszkaniec Zanzibaru na parkiecie prezentuje się lepiej od Ciebie. To wodne wycieczki, by popływać z delfinami w oceanie, ich naturalnym środowisku lub karmić żółwie, żyjące w rezerwacie na wyspie Prison Island, zbudowanej, by być wiezieniem, w rzeczywistości służącej jako miejsce kwarantanny dla zaraźliwie chorych zanim stała się schroniskiem dla żółwi, znajdując wspaniały cel dla swojej egzystencji.

Wymieniać mógłbym jeszcze naprawdę długo. Wszystkie rzeczy, o których nawet nie wspomniałem, a które trzeba najlepiej będzie doświadczyć osobiście – jak na przykład jedzenie, będące wypadkową różnych kultur i stylów gotowania obecnych tu przez wieki, jak natura, przejawiająca się najdobitniej w pięknie plaż, kolorze i konsystencji piasku oraz temperatura i krystaliczną czystość wody, wyrabianych lokalnie kolorowych i przewiewnych strojów, tak charakterystycznych dla tego regionu, czy wreszcie i przede wszystkim ludzie przeze mnie spotkani – sprawiają, iż znowu nucę. „”Ach, na plażach, być na plażach Zanzibaru”. Choćby i na 5 minut.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *